Jak miasto może współpracować ze start-upami

Okrągłe Stoły Innowacji organizowane przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości, które odbyły się w zeszłym roku w kilkunastu miastach w całej Polsce, stały się okazją do wymiany postulatów pomiędzy przedstawicielami administracji publicznej i start-upami. O to jak współpraca z miastem przebiega w Krakowie, zapytaliśmy Bartosza Józefowskiego, który od niedawna pełni rolę reprezentanta społeczności start-upowej w stolicy Małopolski

Bartosz Józefowski, reprezentant społeczności start-upowej KrakowaWeb.gov.pl: Przybliż proszę skąd wzięło się OMGKRK i czym jest ta inicjatywa?

Bartosz Jóżefowski: OMGKRK to hasło wywoławcze, coś na kształt tajnych kodów szpiegowskich, tyle, że w tym wypadku wydźwięk jest jak najbardziej jawny. Gdy piszesz lub mówisz OMGKRK, wiem, że chodzi ci o krakowskie środowisko start-upowe i technologiczne, że jesteś z nim jakoś związany, albo tego powiązania dopiero szukasz. Tak rozpoznajesz w Krakowie ludzi, którzy mają wielkie ambicje, budują start-upy i kochają technologie. Gdy ktoś powie “korpo”, od razu mamy łańcuch skojarzeń: bezpieczeństwo finansowe, wielkie marki, dress code, ale też pewne absurdy w zarządzaniu i specyficzny slang. Gdy ktoś powie “omgkrk”, powinieneś wyczuć, że chodzi o otwartość, innowacyjność, odwagę, nowe media, budowanie międzynarodowych firm, ale też duże ryzyko, nierzadko pracę w przysłowiowym garażu i równie dziwny slang. OMGKRK używamy we wszystkich mediach społecznościowych jako hashtaga. Pomysł stworzenia go przyleciał do nas ze Sztokholmu, a w ślad za Krakowem szybko podążyły inne miasta.

Trzeba też zrozumieć jedną rzecz. Społeczność technologiczna i start-upowa funkcjonuje w Krakowie od dawna. Historia jej powstawania, jej różnorodności jest dość złożona i ciekawa. Hashtag pojawił się dopiero pod koniec 2013 r. Dzisiaj jest już też trochę platformą współpracy. Coraz poważniejsze projekty i ambitne cele wymagają coraz poważniejszej współpracy.

Jesteś odpowiedzialny za reprezentowanie społeczności start-upowej w Krakowie - jakie są twoje główne zadania i co chciałbyś osiągnąć w perspektywie najbliższego roku?

Trochę ze względu na moje obowiązki służbowe, a trochę ze względu na moje wykształcenie (kończyłem studia doktoranckie w obszarze projektowania polityk publicznych i administracji), od pewnego czasu funkcjonuję pomiędzy administracją publiczną i biznesem. Cieszę się, że przedstawiciele środowiska start-upowego dostrzegli to i zaufali mi w relacjach z miastem. Reprezentant start-upów w relacjach zewnętrznych musi czuć za sobą wsparcie i zaufanie społeczności. Z drugiej strony społeczność musi czuć, że to jest ktoś kto ich rozumie, nie jest tu od wczoraj i ma szeroką perspektywę.

Co chcę osiągnąć w ciągu najbliższego roku? Miasto Kraków już złożyło wiele pozytywnych deklaracji, obiecali wsparcie finansowe dla start-upowych wydarzeń, przygotowywany jest konkurs dla start-upów, dużo dzieje się w obszarze otwartych danych, obiecano również przygotowanie przestrzeni dla naszego środowiska. Ze start-upów wiemy, że to nie pomysł, a jego realizacja jest ważna. Chcę więc pomóc w tym, żeby realizacja pomysłów była możliwie najlepsza. Chodzę cierpliwie na różne rady i komisje i staram się dzielić wiedzą.

Dbam również o to, żeby ważne tematy nie umknęły start-upowcom, bo, przyznajmy, jest to dość zapracowane środowisko. A od czasu do czasu w skali regionu czy kraju prowadzone są konsultacje do rozporządzeń, ustaw, konkursów grantowych. Zdarza się, że jakiś urząd szczerze szuka ciekawych firm, które mogłyby być pokazane np. na Expo czy w mediach, ale brakuje im kontaktów.

Tak zupełnie operacyjnie to dla środowiska start-upowego ważne jest, żeby dotrzeć do możliwie dużej liczby osób z informacją , że jeśli szukają ambitnych wyzwań, to w Krakowie, świetnym wyborem są start-upy i nikt nie jest skazany na wieczną pracę w korporacji. Zależy nam na pokazaniu za granicą potencjału, który drzemie w naszym mieście. Potrzebujemy inwestorów i talentów, które będą ściągały do Krakowa z całej Europy. Właśnie w tych zadaniach szukamy wsparcia, wierzę, że uda się powoli zmieniać narrację, jakiej w oficjalnych kampaniach promocyjnych i mediach używa miasto Kraków i region Małopolska. Nawet drobne działania, które budują przekonanie, że w tym mieście start-upy są ważne, pomagają z docieraniem do coraz szerszych grup odbiorców. Moim zdaniem tu dobrym przykładem jest Warszawa.

Byłeś uczestnikiem Okrągłych Stołów Innowacji w Krakowie, których celem było nawiązanie współpracy na linii miasto - młodzi przedsiębiorcy. Jakie były główne wnioski i postulaty? Czy miasto zobowiązało się do jakiś działań i czy po kilku miesiącach od Okrągłych Stołów widać jakieś efekty?

Okrągłe Stoły Innowacji były niewątpliwie ważnym wydarzeniem. Ale postrzegam je bardziej jako element pewnego procesu. Zmiany nie dzieją się skokowo, nagle. To trochę jakby proces przeciągania liny, a wsparcie takich instytucji jak PARP i takie wydarzenia jak Okrągłe Stoły Innowacji mają ogromne znaczenie. Nasza lokalna dyskusja nabiera od razu kontekstu krajowego.

Niestety wielu polityków i urzędników ciągle dopytuje o to, jak dużą część PKB wytwarzają start-upy i ile miejsc pracy wygenerowały. Oczywiście to jest błędne podejście. Po pierwsze chodzi o potencjał. Piotr Wilam z funduszu Innovation Nest, trafnie zauważył, że 10 lat temu sektor Business Process Outsourcing w Krakowie prawie nie istniał i nie generował dobrobytu. Dzisiaj daje miejsca pracy 40 tys. osób. Gdyby stosować do BPO te same miary, które dzisiaj próbuje stosować się do start-upów, to nic by nie było z tego sektora korporacji w Krakowie.

Drugim błędem w ocenie start-upów jest patrzenie na ilość, a nie na jakość. W Estonii to jedna firma z naprawdę wielu eksplodowała do skali globalnej, sukces Skype zmienił cały krajobraz przedsiębiorczości w tym kraju. To nie powolny wzrost wszystkich małych firm zmienia miasto, ale poszczególne sukcesy. Sprawa jest złożona, to nie jest miejsce, żeby to wszystko wyjaśniać. Ale już np. Okrągłe Stoły Innowacji służą takim celom.

Jaka jest twoim zdaniem największa wartość, która może płynąć ze współpracy miasta ze start-upami? Co miasto powinno dać młodym przedsiębiorcom i co samo może na tym zyskać?

Nie lubię myśleć o tym “co miasto powinno dać”. Kraków potrzebuje miejsc pracy, które zatrzymają najzdolniejszych absolwentów krakowskich uczelni. Jaki jest sens posiadania w mieście tylu uniwersytetów, jeśli później ich absolwenci, ci najzdolniejsi, nie mogą sobie znaleźć miejsca w Krakowie i wyjeżdżają.

To miasto, żeby się rozwijać, potrzebuje dywersyfikować rynek pracy. Potrzebuje innowacji, dynamiki. Ponad milion mieszkańców nie utrzyma się w długim okresie z Wawelu i hejnału na Wieży Mariackiej. Stare biznesy są wywracane do góry nogami przez innowacje. Klasyczny przykład: tradycyjni handlarze RTV i AGD bankrutują, bo dzisiaj takie sprzęty kupuje się przez internet z dostawą do domu. Ci handlarze mogą się obrażać na świat, że są już niepotrzebni albo mogą być w awangardzie zmian, mogą być tymi, którzy wywracają świat do góry nogami. Dlatego potrzebujemy innowacji. I tu jest rola dla start-upów i świata nowych technologii. To jest przestrzeń do współpracy dla miasta i start-upów. Energia zmian, odwaga w obieraniu ambitnych celów biznesowych i gotowość do bardzo ciężkiej pracy, którą pokazują start-upy jest potrzebna temu miastu.

Jeśli zaś chodzi o potrzeby lokalnej społeczności, to moglibyśmy z tego zrobić osobny artykuł. Sprawa wcale nie jest jednoznaczna i oczywista. Moim zdaniem kluczowe są:

- widoczność, także na arenie międzynarodowej,

- inwestycja w długotrwałą promocję, która spowoduje, że statystyczny uczeń i student będą brali pod uwagę karierę w start-upach jako jedną z opcji i będą wiedzieli jak się za to zabrać,

- dużo edukacji,

- wsparcie materialne, na ile pozwala na to budżet.

Przypomnijcie sobie państwo, jak prezydent Komorowski wręczał jako prezent grę Wiedźmin. To jest “miękkie” działanie, które pokazuje: zauważamy was, jesteście ważni, dobra robota, ale ono przyciąga też media, uwagę osób, które normalnie nie byłyby tego świadome. Często władze mogą uwiarygodnić w mediach czy na arenie międzynarodowej jakiś projekt, wspierając go tylko swoim logotypem. Ale to nie może być puste, losowe działanie. Za tym musi stać relacja i przemyślane działanie długookresowe a nie akcyjne, doraźne projekty.

#OMGKRKJakie widzisz największe bariery, które utrudniają wprowadzanie zmian i sprawiają, że współpraca z administracją nie należy do najłatwiejszych? Co należy zmienić w pierwszej kolejności?

Fundacja Startup Poland zabiera się za ten problem od ustalenia tego, czym powinien się zajmować CTO miasta czyli główny dyrektor techniczny. Pomysł jest ciekawy zwłaszcza dla dużych miast. Na tym stanowisku powinna pracować osoba, która będzie odpowiedzialna za informatyzację urzędu, za cyfryzację usług, politykę otwartych danych oraz szukanie lokalnych partnerstw i potencjału na rozwiązywanie problemów lokalnych i wewnętrznych urzędu. Znów, zamiast myśleć o tym, jak miasto może pomóc nam, staramy się myśleć w kategoriach, jak możemy pomóc sobie wszyscy nawzajem. Nie chodzi o to, żeby urząd lepiej działał dla start-upów, tylko żeby lepiej działał w ogóle.

Mnie osobiście brakuje odwagi wśród urzędników. Są ciągle straszeni odpowiedzialnością, zamówieniami publicznymi, procedurami i to ich często paraliżuje. Dodatkowo dla nich to jest kwestia wyboru. To nie jest tak, że ktoś się w urzędzie nudzi i nagle zaczyna zajmować się start-upami. To jest tak, że w tej sytuacji mniej pieniędzy i uwagi dostanie jakieś inne środowisko. Dlatego, jeśli urząd ma aktywnie wspierać start-upy, to każdy urzędnik musi czuć silną, zdecydowaną decyzję z samej góry. Urzędnicy muszą poczuć, że nie stąpają po polu minowym, a tak często jest. A jak już kierunek dla wszystkich jest jasny, to szczegóły operacyjne idą łatwiej.

Na pewno bacznie obserwujesz inne polskie miasta i ich relacje ze społecznością start-upową. Jak z Twojej perspektywy Kraków wypada na tle innych miast i z czego wynikają ewentualne różnice?

Kraków ma silną społeczność, która potrzebuje się jeszcze rozszerzyć, bardziej skonsolidować i pamiętać o ciężkiej pracy. Mniej lifestyle’u - więcej klientów :) Potrzebujemy też więcej pieniędzy, kapitału. To są rzeczy najważniejsze i uważam, że Kraków w tych kwestiach jest w krajowej czołówce, ale żeby się w niej utrzymać, musimy pracować mocno.

Jeśli mam zaś oceniać działania Urzędu Miasta i relacje ze start-upami, to pewnie nie jesteśmy w aż tak ścisłej czołówce. Dla każdego, kto zajmuje się start-upami, to jest chyba dość jasne. W losowej kolejności wymienię: Gdańsk, Gdynię, Poznań, Warszawę, w pogoni za nimi Toruń, Katowice. Rzeszów nie koncentruje się na start-upach, ale skutecznie powalczył o wizerunek innowacyjnego miasta i dolina lotnicza na pewno wzmacnia ten wizerunek.

Kraków jest stolicą korporacji typu BPO, które utworzyły tu 40 tys. miejsc pracy, uczelni wyższych (co piąta osoba na ulicy to student, a największym pracodawcą w mieście jest Uniwersytet Jagielloński). Oczywiście mamy też turystykę, świetnie rozwija się kultura, bo Kraków miał szczęście do dobrych menadżerów w tym obszarze. Jako start-upy konkurujemy o uwagę miasta z tymi wszystkimi sektorami.

Niestety wielu osobom trudno udowodnić, że naszym naturalnym dobrem i przewagą konkurencyjną jest myśl technologiczna, gdy po drugiej stronie mamy Wawel :) A tak poważnie, to start-upy bardzo ryzykują biznesowo, one zawsze będą ułamkiem krajobrazu. Więc specjalna polityka wspierania start-upów nie jest jakimś imperatywem. Ale bycie blisko przedsiębiorców i wspieranie technologii to jest polityka miejska, z której start-upy skorzystałyby, nawet gdyby żaden urzędnik nigdy nie użył słowa start-up.

Chciałbym powiedzieć, że od roku Urząd Miasta bardzo się stara, sporo się wokół niego dzieje, szuka różnych możliwości, urzędnicy spotykają się z przedstawicielami środowiska i przygotowują wiele inicjatyw. Są urzędnicy oddelegowani do współpracy ze start-upami. Miasto wydaje pieniądze w oparciu o program wspierania przedsiębiorczości i start-upy zostały zaproszone do współtworzenia tego planu. Miasto planuje wsparcie wydarzeń start-upowych. Naprawdę idziemy w dobrym kierunku.

A jak to jest w Europie i na świecie? Czy obserwujesz jakieś dobre praktyki, które powinniśmy starać się implementować w Krakowie i innych miastach, które sprawdzają się we współpracy ze start-upami?

Oczywiście, że przyglądamy się Europie i Stanom Zjednoczonym. To jest proces. Kopiowanie rozwiązań zazwyczaj jest niemożliwe ze względu na inny kontekst, historię, potencjał. Nie da się przeszczepić gotowego rozwiązania. Ale można kopiować triki, sztuczki, powiedzielibyśmy lifehacki czyli drobne, narastające działania. Takim rozwiązaniem był hashtag wzorowany na Sztokholmie, którego zadaniem było przybliżyć nasz świat urzędnikom i politykom. Zrobiliśmy dla nich w Krakowie Startup Safari, wzorując się trochę na Berlinie, wkrótce ruszy promocja strony apps4krk.pl, którą właściwie „odgapiliśmy” od Barcelony. Więc próbujemy - całe szczęście, że jest z kim rozmawiać, a czas pokaże co z tego wyjdzie. Mimo wszystko los sceny start-upowej jest w rękach start-upów, a nie administracji.

Autor

Michał Frączek
Dziennikarz
web.gov.pl
Zachęcamy do zadawania pytań autorowi: wyślij email

___ Wydrukuj
PODZIEL SIĘ:

Formularz zgłaszania uwag